W okopach Świętej Trójcy [Trzecia i (jak na razie) ostatnia część listu od rzymskiego katolika]

W formie garści obserwacji i notatek bardziej lub mniej związanych z zasadniczym tematem naszych rozważań

* W * W * W *

To Wasz „Kościół” jest kościołem własnej roboty

Jeden z zasadniczych kierunków rozumowania naszych Czytelników-Przeciwników zakłada, że odłączenie się od tego, co zazwyczaj przedstawia się nam jako Kościół, oznacza konstruowanie „Kościoła własnej roboty”. Nie chcą przy tym jakby przyjąć do wiadomości, że „Kościół własnej roboty” – działający na szeroką skalę i cieszący się względami tego świata – już istnieje i jest nim ni mniej, ni więcej tylko właśnie „Kościół soborowy”. Każdy w nim ma prawo do swojego zdania, do swojej niszy, swoich sympatii dogmatycznych i liturgicznych – pod jego skrzydłami znajdzie się miejsce dla wszystkich (poza sedewakantystami, rzecz jasna).

Krytycy koncepcji sedewakantystycznej występujący z pozycji „tradycjonalistycznych” nie poczuwają się do żadnej jedności z rozlicznymi posoborowymi wspólnotami, z lubością krytykują tego, który uchodzi za papieża, odcinają się od poglądów większości (jeśli nie całej) hierarchii Kościoła Novus Ordo. Jednocześnie trwają w (przynajmniej formalnej, deklarowanej) jedności z Bergoglio, podległą mu hierarchią oraz autoryzowanymi przez nich heretykami. Tak podzielony konstrukt ostać się nie może.

A zatem: my należymy do nieomylnego Kościoła rzymskiego; wy: do „Kościoła”, w którym każdy może głosić sobie to, co chce, pod warunkiem, że nie są to tezy sedewakantystyczne – słowem: do „Kościoła własnej roboty”.

* W * W * W *

Postawa Bractwa Św. Piusa X względem sytuacji Kościoła charakteryzuje się głęboką niekonsekwencją. Z jednej strony SSPX twierdzi, że nie tworzy równoległych względem Novus Ordo struktur; z drugiej: właśnie je tworzy – na przykład powołuje do życia bractwowe sądy mające rozstrzygać sprawy o nieważność małżeństw. Z jednej: ustami swoich przedstawicieli twierdzi właściwie prawie to samo, co sedewakantyści – oburza się na herezje Bergoglio, wiarołomstwo hierarchów Novus Ordo etc. – z drugiej: uważa wspomnianych wyżej apostatów za legalnie sprawujących urzędy (wspomina ich w Exsultecie oraz kanonie Mszy świętej) i szuka z nimi porozumienia. Z trzeciej wreszcie: twierdzi, że Bergoglio to papież, ale można go słuchać w wybranych kwestiach (w praktyce zaś: właściwie w żadnej, bo nie ma już chyba takiej prawdy wiary, której ów nieszczęśnik nie próbowałby podważyć). Z całego tego mętliku wyłania się obraz następujący: SSPX samo siebie stawia w roli papieża (skoro uznaje się za zdolne do osądzenia, w których sprawach należy namiestnika Piotrowego słuchać; skoro tworzy konkurencyjne wobec autoryzowanych przezeń trybunały). Do kaplic Bractwa przychodzą „nasi wierni”, którzy najwyraźniej z „Kościołem soborowym” nie mają nic wspólnego – tylko w takim razie po co szukać uznania u hierarchii Novus Ordo? (Załóżmy, że Bractwo i rzymscy apostaci doszliby do poruzmienia, które pozwoliłoby SSPX wpisać się w ramy „Kościoła soborowego” i działać w jego strukturach całkowicie legalnie. Jaki byłby cel i owoc takiego porozumienia? A jaki jest cel manewrów SSPX sprawiających wrażenie jakby Bractwu zależało na pojednaniu z rzymskimi apostatami? Co Bractwo chce w ten sposób osiągnąć?).

Z przykrością i świadomością olbrzymich zasług, jakie ma dla Kościoła abp Lefebvre, należy skonstatować, że nazywanie osób postępujących zgodnie z nakreśloną przez Bractwo linią „lefebrystami” wydaje się w pełni uzasadnione. Busolą SSPX jest bowiem najwyraźniej wyobrażenie władz Bractwa na temat tego, co w danym momencie zrobiłby Ojciec Założyciel. What would the Archbishop do?

Ciekawym komentarzem do prowadzonej przez SSPX polityki są losy sformułowania „polskie obozy śmierci” w poświęconym abpowi Lefebvre’owi filmie Biskup w czasie burzy. We wszystkich poza polską i niemiecką wersjach językowych filmu pada bowiem to właśnie sformułowanie: „polski obóz śmierci”. W polskiej mamy „niemiecki obóz śmierci”. W niemieckojęzycznej zaś: po prostu „obóz śmierci” – bez żadnych przymiotników. Dla każdego coś miłego!

Z ciekawostek: Przedstawiciel naszej Redakcji napisał w powyższej sprawie do Przełożonego Bractwa list z pytaniem, jak to być może – jak Bractwo może takie kłamstwa produkować, reklamować i rozpowszechniać? W odpowiedzi oddelegowany przez Przełożonego ksiądz próbował autorów sformułowania tłumaczyć, a poza tym – stwierdził – Bractwo tego filmu nie produkuje, a „tylko” rozpowszechnia. Cóż, w kolejnym (po wymianie naszej korespondencji) numerze polskiego organu SSPX pt. Zawsze Wierni zamieszczono całostronicową reklamę Biskupa w czasie burzy, a do filmu zachęcić miała rekomendacja treści następującej: PRODUCENTEM FILMU JEST NASZE BRACTWO. Po takim dictum SSPX już nigdy nie dostało ode mnie na tacę ani grosza. Nawet złamanego. I nie dostanie – dopóki nie przeprosi i nie sprostuje – publicznie.

* W * W * W *

Słyszy się niejednokrotnie taki argument za tym, że Montini, Wojtyła, Ratzinger etc. to prawdziwy następca św. Piotra: papież jest jak ojciec; może być zły, ale pozostaje ojcem. Błędna analogia. Z ojcostwa biologicznego nie sposób zrezygnować, nie da się go wyrzec. Urząd papieski można zaś utracić – jak na przykład utracił go Celestyn V.

* W * W * W *

Tytułem próby podsumowania niezasadniczego wcale zagadnienia ważności święceń pozostaje nam stwierdzić tylko tyle: wyświęcony przez biskupa wyświęconego wg rytu Jana Montiniego kapłan – wyznający katolicką wiarę integralnie, z największą pieczołowitością celebrujący Mszę świętą trydencką i dodatkowo na polu osobistym wzór cnót wszelakich – jest wyświęcony tak samo ważnie jak wyświęcony przez biskupa wyświęconego wg rytu Jana Montiniego kapłan, który odrzuca nauczanie Kościoła, niechlujnie odprawia mszę Novus Ordo, a ponadto jest chamem jakich mało.

* W * W * W *

Biskup Donald Sanborn głosi piekielnie dobre kazania.

* W * W * W *

Niektórzy tradycjonaliści lubią prowadzić przykapliczną szkołę. Dyrektorem i ostatecznym decydentem powinien być ksiądz – taka panuje opinia. Szkoła musi być, rzecz jasna, systemowa – to znaczy zobowiązać się do podległości funkcjonariuszom państwowym – „bo inaczej się nie da” – taka panuje opinia. Dodać do tego klerykalizm zakładający traktowanie księdza jako uber-człowieka w myśl zasady: 1. Ksiądz-dyrektor zawsze mówi prawdę i zawsze ma rację. 2. Kiedy ksiądz-dyrektor nie mówi prawdy i nie ma racji, patrz punkt pierwszy.

Jak się to kończy, świetnie pokazuje na przykład (trwająca wciąż) historia skandalu w szkole przy osławionej kaplicy św. Gertrudy – siedzibie Daniela Dolana i wspominanego już x. Cekady. Czy można sobie wyobrazić, że kapłan stojący na prawdziwym, poprawnym stanowisku teologicznym i wyznający nieskażoną Wiarę może być jednocześnie zdrajcą przyjaciół (donoszącym na nich funkcjonariuszom państwowym) i wierutnym kłamcą, traktującym bliźnich w sposób nie-Boży i nieludzki? Cóż, to chyba Bruce Marshall napisał: Gdyby protestanci kochali Pana Boga tak jak kochają bliźniego, a katolicy – bliźniego tak jak Pana Boga – to wszystko byłoby na swoim miejscu…

Aha, no i kwestia nieliczenia się właściwie wcale z duszami powierzonych sobie młodych dziewcząt i chłopców. Od początku, od najmłodszych lat nadzór, kontrola, nieuzasadniona brutalność i… hipokryzja. Na efekty nie trzeba długo czekać. Nieco tylko starsi od przedszkolnych wychowankowie szkół „tradycyjnie katolickich” przesiadują niedzielną Mszę w kruchcie gawędząc lub udają się do toalety, by skorzystać z dobrodziejstw telefonii komórkowej. Uczniowie szkoły – przybywający na Msze „szkolne” oraz inne z obowiązku, a nie potrzeby woli i serca – których po uzyskaniu statusu absolwenta w „tradycyjnie katolickiej” kaplicy ze świecą by szukać. Cóż się dziwić? Skoro ktoś dzień w dzień obserwuje hipokrytyczne zachowania księży, to – dopóki pozostaje wobec nich w stosunku podległości – stosuje zachowania ochronne. Gdy można przestać się kryć – wychodzą na jaw prawdziwe zapatrywania młodzieży, która po prostu totalnie się od hipokrytów odcina. Ciekawe, czy wspomniani hipokryci w ogóle zdają sobie z tego sprawę? Pesymistyczna hipoteza robocza: tak – i wcale ich to nie przejmuje…

Jak trudno niektórym to pojąć, że kapłan z tytułu większego powołania nie może traktować bliźnich jak śmieci, a siebie samego mieć za władcę dusz…

* W * W * W *

Rozumiany wg przedstawionego powyżej klucza klerykalizm prowadzi również do przekonania o WŁASNEJ NIEOMYLNOŚCI i, co więcej, ODMOWY PRZYZNANIA SIĘ DO BŁĘDU nawet post factum: gdy cała, choćby kontrowersyjna, sprawa została już rozpoznana. To jest casus opinii bpa Sanborna, Dolana, czy x. Cekady w sprawie śmierci Terri Schiavo. Skoro wspomniani wyżej nie potrafią przyznać, że się omylili (w sprawie należącej w dodatku do dziedziny wiary i moralności), cóż miałoby skłaniać nas ku zaufaniu im w innych zasadniczych lub może nieco mniej zasadniczych kwestiach?

Można zarzucać tym wątpliwościom i zarzutom czepialstwo, ale cóż – jeśli Kościół jest nieomylny – a w/w twierdzą, że są Kościołem w stopniu najwyższym – a mam z czystym sumieniem przyjąć ich stanowisko – to chciałbym mieć na ile to po ludzku możliwe pewność, że angażuję się po stronie, która w sprawach wiary i moralności (i związanej z nimi praktyki) ma całkowitą rację – nie ma się do czego w jej nauczaniu i wskazówkach przyczepić.

* W * W * W *

Praktykowana przez wybranych sedewakantystycznych duchownych praktyka odmawiania (również publicznego) Komunii Świętej osobom korzystającym (regularnie?) z posługi kapłanów pozostających z okupantami Stolicy Apostolskiej w stosunku „una cum” do najprzyjemniejszych z pewnością nie należy. Zapytajmy: Czy jest jednak może uzasadniona? Dodajmy: wiemy, że bywa stosowana również wobec stuprocentowych sedewakantystów jako swoista forma duchowego szantażu

* W * W * W *

Ciekawie byłoby/będzie zobaczyć, jak obecni sedewakantyści zareagowaliby, gdyby pojawił się prawdziwy papież. Czy wszyscy uznaliby jego autorytet i podporządkowaliby się mu?

* W * W * W *

Zakład Pascala

Wybrani Respondenci odwoływali się do zakładu Pascala przedstawiając jego „kościelny” odpowiednik w sposób następujący: Muszę trwać przy „Kościele soborowym”, bo jak się od niego odetnę, a okaże się, że popełniłem błąd, to trafię do piekła…

Prawidłowe przedstawienie zakładu Pascala w omawianym przypadku powinno jednak wyglądać tak: jeżeli rację mają sedewakantyści i przychylam się do ich stanowiska, to mam wszystko i nic nie tracę; wyznaję na pewno prawdziwą, nieskażoną wiarę, dostępuję ważnych i godnie sprawowanych sakramentów → i za łaską Bożą trafiam do Nieba; jeżeli zaś będę sedewakantystą, ale okaże się, że to „Kościół Novus Ordo” głosi prawdę, to po śmierci też trafiam do Nieba, bo według posoborowego nauczania trafiają tam właściwie wszyscy – a więc sedewakantyści też! (Nawet jeśli nowoobrzędowcy robią dla nas jakiś wyjątek, to w najgorszym razie po śmierci ciała nasze sedewakantystyczne {to znaczy po prostu rzymsko-katolickie} dusze ulegną, zgodnie ze słowami Bergoglio, anihilacji, „zakończą swoją podróż”).

Postawa sedewakantystyczna wydaje się zatem ze wszech miar logiczna i bezpieczna.

…bo ksiądz nie ma się czego bać. I wierni bezkompromisowo wierni Wierze też nie.

* W * W * W *

Odpowiedzi na wiele spośród zarzutów względem dwóch otwierających tę serię Listów pojawiły się już w samych tych Listach. Do ponownej lektury serdecznie zapraszamy!

* W * W * W *

„Wszakóż Syn człowieczy przyszedłszy, izali znajdzie wiarę na ziemi?”

~ Łk 18, 8

 

Paweł Antoniewicz

(ze specjalnym podziękowaniem dla Piotra Antosiewicza SV)

Reklamy

3 myśli na temat “W okopach Świętej Trójcy [Trzecia i (jak na razie) ostatnia część listu od rzymskiego katolika]

  1. biskup Sanborn biskup Dolan czy ksiądz Cekada to nie cały „sedewakantyzm”

    popularność zawdzięczają językowi angielskiemu, swojej publicystyce
    sedewakantyzm cierpi na brak pieniędzy, środków materialnych
    więc pojawiają się „sponsorzy” : nieruchomość itp za coś

    http://pistrinaliturgica.blogspot.com/

    w innej skali lefebryści
    http://mauricepinay.blogspot.com/2013/07/the-file-on-maximilian-krah.html

    http://introiboadaltaredei2.blogspot.com

    1. Święta prawda! Sedevacante to również CMRI (nb. ciekawa jest historia części sióstr CMRI, które przekonały się do „papieża” Ratzingera i niedługo potem z radością uczestniczyły już w novus ordo sprawowanym przez „diecezjalnego biskupa”), Instytut Matki Dobrej Rady, kapłani „niezależni”…

      Kwestia braku zdrowo rozumianej finansowej niezależności może prowadzić do licznych nadużyć. Niestety…

      Wsród krytyków wielu sedewakantystów można też wspomnieć o: http://thelaypulpit.blogspot.com/, który podobnie jak Pistrina twierdzi m.in., że święcenia kapłańskie (i w związku z tym biskupie) Daniela Dolana są wątpliwe. Poza tym skupia się na krytyce praktycznego postępowania konkretnych przedstawicieli katolicyzmu integralnego (m.in. wspomniany skandal w szkole Dolana i Cekady – lektura dokumentów na stronie http://sggscandal.com/ daje dość jednoznaczny obraz tego, co się wydarzyło). A to szkoda!

      1. Jest CMRI , Instytut Matki Bożej Dobrej Rady IMBC , Trydenckie Bractwo Kapłańskie
        Bp Martin D. Gomez, Zgromadzenie Słudzy Jezusa i Maryi Bp. Andreas Morello,
        Kanonicy Regularni Świętego Augustyna bp Michael Philipp French, Franciszkanie Bp Giles Butler, SSPV.org itd

        http://pistrinaliturgica.blogspot.com
        http://thelaypulpit.blogspot.com

        Te blogi nie są krytyką sedewakantyzmu, tylko postępowania 3 kapłanów podzielających ten wniosek teologiczny.
        Są dowodem jak można narazić parafian na utratę wiary przez zaniedbania bp. D i ks. C. Tylko że teraz ci byli parafianie piszą nieprawdę o nieważnych święceniach bp. D. , zwalczają sedewakantyzm, powracają do modernizmu ale grekokatolickiego:)

        Zaczęło się od obrony złego postępowania dyrektora i jego synów uczniów miniszkoły a przez krzywdę czy zemstę kończy się na próbie pozbawienia święceń ks. C. bp. D przez „nieważność” sukcesji abp Thuca, abp Lefebvre (Achille Liénart )

        Są ofiarodawcy jak Bernie Brueggemann, który został źle potraktowany ale pewnie w głowie mu się nie mieściło, żeby sprawdzać światowych publicystów i obrońców.
        To jak z papieżem, jest nieomylny ale nie znaczy że nie może zgrzeszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s